', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

Obiektywnie o Finansach

Ciekawe wiadomości z branży finansowej, newsy, analizy, rankingi, zestawienia, informacje o usługach finansowych, omówienie haczyków w promocjach oferowanych przez banki, SKOK-i, fundusze inwestycyjne

Rynek kart kredytowych się ustabilizował, lecz do odbicia daleko

maciejka51

Mamy prawie o połowę mniej kart z funkcją kredytową niż prawie dekadę temu, ale dwa razy sumienniej oddajemy wykorzystany limit, który w dodatku rośnie.

Można już chyba ogłosić zmianę trendu na rynku kart kredytowych. Na to wskazują ostatnie dane NBP. Co prawda wcześniej (II kw. 2013 r., III kw. 2015 r.) zdarzało się, że liczba kredytówek rosła, ale wzrosty miały charakter kwartalnych, pojedynczych odbić. Natomiast pierwszy kwartał tego roku był czwartym z rzędu, w którym nastąpił wzrost liczby wydanych plastików tego typu.

 

Jedna karta kredytowa na klienta

 

Rynek kart kredytowych w Polsce Nastała zatem stabilizacja, ale trudno jeszcze mówić o odbiciu. Być może ono prędko nie nastąpi. Dlaczego? Choć w ujęciu rocznym (marzec 2017 – marzec 2016) przybyło 162 tys. (ok. 3 proc.) plastików umożliwiających zadłużanie się, to nominalnie, z kwartału na kwartał ta dynamika maleje – z kilkudziesięciu do kilku tysięcy sztuk.

Na polskim rynku kart kredytowych dołek przypadł na I kw. 2016 r. Wtedy w naszych portfelach znajdowało się 5,798 mln kredytówek. Dla porównania w szczytowym momencie, tj. pod koniec 2009 r., mieliśmy ich prawie 10,86 mln szt.

Od tamtego czasu trwał trend spadkowy. Polacy pozbywali się tych instrumentów płatniczych. Statystycznie większość zostawiła sobie po jednej kredytówce. Na koniec marca br. taki plastik miało 4,8 mln klientów (BIK), a samych kart z funkcją kredytową było 5,96 mln szt. (NBP).

 

Przyczyny spadku liczby kredytówek

 

Dlaczego tak się stało?

  1. Zapewne staliśmy się bardziej świadomi klientami. Karty tego typu oferująPrzyczyny spadku liczby kart kredytowych w Polsce w okresie 2009-2015 łatwo dostępny kredyt, co dla wielu klientów okazało się zgubne (nadmierne i nieprzemyślane zakupy). Mają jednak swój limit. W dodatku wykorzystane środki trzeba w końcu oddać, by uniknąć odsetek.
  2. Poza tym obsługa karty kredytowej kosztuje. W skali roku może to być kilkaset złotych. By nie ponosić tych kosztów, trzeba – paradoksalnie – używać plastiku, czyli spełniać stawiane przez banki warunki dot. liczby lub wartości operacji bezgotówkowych. Zamiast więc narażać się na koszty, postanowiliśmy pozbyć się kolejnych kredytówek.
  3. Za spadek liczby kart kredytowych odpowiadają też same banki, które zmieniły swoją politykę. W związku z rosnącym odsetkiem karcianych długów niespłacanych w terminie i całkowicie nieściągalnych wydawcy zaostrzyli kryteria przyznawania tych instrumentów płatniczych i nie odnawiali kart, których termin ważności minął. Tak samo postępowali w stosunku do kart wydanych, ale nieaktywowanych lub nieużywanych.

 

Przybywa kart z dużym limitem

 

Jakie są natomiast przyczyny zmiany trendu? Najogólniej rzecz ujmując: poprawa sytuacji gospodarczej.

Przybywa kart kredytowych z limitem powyżej 10 tys. złStatystyki GUS wskazują, że mamy rekordowo niskie bezrobocie, a płace rosną. W wielu branżach brakuje rąk do pracy, specjaliści mogą dyktować swoje warunki, także w kwestii wynagrodzenia. Czujemy zatem stabilizację, a to sprzyja zaciąganiu zobowiązań finansowych.

Banki wydają mniej kart kredytowych, ale jednocześnie przyznają wyższe limity – mówi Sławomir Grzybek z Biura Informacji Kredytowej.

Dane tej instytucji wskazują, że w I półroczu br. średni przyznany limit w rachunku karty kredytowej opiewał na 5400 zł i w ujęciu rocznym był o 12 proc. wyższy (4832 zł). Natomiast wszystkie 0,5 mln nowych lub odnowionych w tym okresie plastików miało łączny limit w wysokości 2,7 mld zł. To o 4,8 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r.

Gdy wgłębimy się w statystyki BIK-u, zauważymy, że nie wszyscy klienci masowo rezygnują z kart. Ubywa tych z najmniejszym limitem (do 3 tys. zł), ale przybywa tych, które umożliwiają zadłużenie się w banku na 10 tys. zł i więcej.

 

Najlepsza spłacalność długów na kartach kredytowych

 

Z drugiej strony rośnie zadłużenie na kartach kredytowych i poprawia się jego jakość. Innymi słowy: ochoczo korzystamy z dobrodziejstw kredytówek, ale środki oddajemy w terminie.

Z danych KNF wynika, że w czerwcu br. sumaryczny dług na kartach kredytowych opiewał na nieco ponad 13,97 mld zł i był największy od sześciu lat, a przez rok zwiększył się o 600 mln zł. Przy czym ten ze stwierdzoną utratą wartości stanowił 7,9 proc. podanej kwoty i był znacznie mniejszy niż w przypadku innych zobowiązań o charakterze konsumpcyjnym (kredyty gotówkowe – 14,5 proc., debety w koncie – 11,6 proc., kredyty ratalne – 10,5 proc.). W szczytowym okresie, tj. w latach 2011-12, odsetek przeterminowanych zobowiązań na kartach z funkcja kredytową się oscylował nawet wokół 20 proc.!

 


Maciej Kusznierewicz

© Obiektywnie o Finansach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci